„I Ty, Kamilu, przeciwko mnie?” Wspomnienia Wojtka Staszewskiego z pierwszej edycji 1 Mili

Data dodania: Kwiecień 24, 2018

Tekst: Wojciech Staszewski

Dałem się zrobić jak dziecko. Tyle mogłem sobie powiedzieć po starcie na 1 milę na stadionie AWF-u w chłodny czerwcowy poranek w 2017 roku. Przyjechaliśmy razem z Kingą z wyprzedzeniem, ale próby znalezienia kogoś znajomego, żeby zaopiekował się przez niecałe 6 minut naszym trzylatkiem się nie powiodły, bo wszyscy znajomi biegli. W ostatniej chwili znalazłem na trybunach sympatyczną żonę biegacza z dzieckiem, trzylatek dostał „Świnkę Peppę” na smartfonie do ręki i mogłem pobiec na bieżnię, gdzie już czekała cała dziennikarsko-blogerska seria, którą ustawili organizatorzy.

Ze startu mamy ładne zdjęcie z Kingą, ruszamy ostro, zwłaszcza ja. I po pierwszym okrążeniu jestem na pierwszym miejscu! Obok biegnie Marcin Nagórek, inna liga biegowa, gdyby chciał, pokonałby nas wszystkich tyłem. Mówi, że mnie pociągnie. To się przyda, bo z tyłu naciera Mateusz Jasiński, też mocniejszy ode mnie. Naciera i przechodzi do przodu, za mocny jest dla mnie. Marcin z nim odbiega i zostaję sam.

Przynajmniej tak mi się wydaje do końcówki przedostatniego okrążenia. Gdyby miał więcej bystrości, to zerknąłbym na wielki telebim koło mety i zobaczył zbliżających się podstępnie jak wąż rywali. A tak to zaczynam ich najpierw słyszeć 400 m przed końcem mili. Za chwilę wyprzedza mnie pierwszy, z drugim próbuję się zabrać, ale nie mam szans, więc bierze mniej trzeci, to chyba mój przyjaciel Kamil Dąbrowa. I ty, Kamilu, przeciwko mnie?

Dobiegam ze słabym wynikiem, 15 sekund od złamania 5:30, co było moim celem. Ze słabym miejscem. Jak się potem okaże jednak z miejscem na podium w nowej dla mnie kategorii wiekowej M-50. Ale przede wszystkim z nauką – nawet pięćdziesięciolatek może się jeszcze czegoś nauczyć – żeby 1 milę biegać z głową. Nie można gnać, jak na interwale. Na takim biegu liczy się też taktyka, świadomy finisz, umiejętność przyspieszenia, a żeby mieć z czego przyspieszyć nie można zacząć na maksa i zalać się kwasem mlekowym po uszy.

W tym roku mam sobie coś do udowodnienia – że więcej się przez ten rok nauczyłem niż zestarzałem. Jak myślicie, w ile przebiegnę 1 milę?